Akt zawierzenia Maryi - przez tyle lat życia nie doszłam tak daleko, jak przez te 33 dni
Świadectwa

Akt zawierzenia Maryi – przez tyle lat życia nie doszłam tak daleko, jak przez te 33 dni

W 2019 roku zawierzyłam się Maryi. Jest to piękny dar od Matki Bożej, który czyni cuda w moim życiu. Zdaje się, że Matka Boża i jej cuda zawsze ze mną były tylko przez moje zatwardziałe serce i zamknięte oczy nigdy ich nie dostrzegałam, nie mogłam ich doświadczać i jeszcze więcej przyjmować. Po prostu były przeze mnie odrzucane. Teraz trochę więcej ich widzę i trochę więcej ich przyjmuję, ale i tak to dla mnie ogrom.

Zawierzenie podjęłam z myślą, że jest to jakiś krótki, mało wymagający akt pod wpływem osoby zakochanej po uszy w Maryi, która po niedzielnej Mszy Świętej w moim kościele opowiedziała o łaskach, jakimi my dzieci Boże możemy być przez Maryję Obdarowani. Rzeczywistość okazała się zgoła inna niż moje wyobrażenie, ale nie zrezygnowałam z niego. Jestem osobą, która jak da sobie słowo to brnie, aż go wypełni. Zobaczcie, jak Matka Boża nas zna i jakie wielkie rzeczy może z nami uczynić pomimo naszych wad. Nigdy się nie gniewa i obrusza. Ciągle czuwa i pomaga. Słowo, które wówczas dałam to nie Maryi a sobie, ale po 33 dniach już było na odwrót. Przez tyle lat życia nie doszłam tak daleko, jak przez te 33 dni. Od czasu zawierzenia otworzyło się moje serce. Częściej myślałam o Bożych sprawach i łaskach Maryi. Przypomniałam sobie wszystkie trudne chwile i sprawy w moim życiu, które zawsze jakoś dobrze się kończyły.

Wcześniej nie miałam kultu Maryi w sercu. Do Boga modliłam się zawsze. Jednak od kiedy wpatruję się w Maryję, wszystko jest dla mnie inne, chociaż od dawna takie samo. Po jakimś roku od zawierzenia do mojej parafii przyjechał człowiek. Nie pamiętam czy był osobą świecką, czy duchowną. Opowiadał na niedzielnej Mszy Świętej o Nowennie Pompejańskiej, ale nie podjęłam tego tematu duchowo. Uznałam, że to zbyt wielki wysiłek, czasu mało, dwoje dzieci, ich szkoła, moja praca – obowiązki dzielone tylko na mnie. Nigdy sama jednego różańca nie odmówiłam a co dopiero trzy na raz. W głowie mi się to nie mieściło. Wychodząc z kościoła, okiem nawet nie mrugnęłam, patrząc na ławkę, na której wystawione były różańce z neonowego plastiku i karteczki z instrukcją do modlitwy Nowenny Pompejańskiej, ale moja młodsza córeczka – „sroczka na świecidełka”- podeszła i wzięła sobie taki różaniec, myśląc, że tak można a w rączkę dostała karteczkę. Po wyjściu z kościoła pokazała mi swoje zdobycze. Pierwszą moją myślą było, żeby wrócić i oddać. Dziecku trzeba dać dobry przykład, że tak się nie robi. Drugą… głupio tak oddać! Skoro Maryja dała, to trzeba przyjąć, coś zrobić i tak odmówiłam pierwszą Nowennę Pompejańską. Wiele różnych łask otrzymałam, a prosiłam tylko o jedną – dom dla moich dzieci. Ta historia nie ma końca, na jaki czekałam, ale jest tak piękna, że aż szkoda, żeby miała. Jak Bóg da to i koniec taki będzie miała.

Po roku odmówiłam drugą Nowennę Pompejańską równie piękną i żmudną, ale tym razem oddałam ją całą Maryi.

Jola

2 komentarz(e)y

  1. To świadectwo cofnęło mnie o 12 lat wstecz, gdy po pierwszej pieszej pielgrzymce również oddałam się Maryi – zostałam Jej rycerzem. Jeszcze tego samego roku miesięcznik „Cuda i łaski Boże” zapoznał mnie z nowenną „nie do odparcia”, którą w trudnej sytuacji nie wzgardziłam. Nowenna Pompejańska przede wszystkim nauczyła mnie wytrwałości na modlitwie w postawie klęczącej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Copy link
Powered by Social Snap