Maryja Niepokalana
Świadectwa

Za te drugie życie Niepokalana Matko z całego serca Ci dziękujemy

Pewne rzeczy tak oczywiste potrzebują czasu albo światła żeby je odczytać na nowo. Tak jak z moją sprawą, którą pragnę się podzielić a zarazem podziękować publicznie Niepokalanej za opiekę i przedziwne prowadzenie mego życia. Zaczęło się to gdzieś na początku kwietnia 2017 r. nad ranem obudziłem się z mocnym bólem w klatce piersiowej aż usiadłem z ucisku, który poczułem i dziwne uczucie którego nie umiem określić. Pomyślałem że umieram. Trwało to dosyć długo. Wiem, że robiłem tylko głębokie wdechy. Po jakimś czasie przeszło – nie wiem dlaczego, ale raczej byłem pewny, że to nie był zawał i jak mi przeszło to o tym zdarzeniu zapomniałem.

Od 7-8 lat (teraz 12) chodzę do kontroli na jaskrę – miałem jej początki i nigdy nic się nie działo. W maju na rutynowej kontroli u okulisty w lewym oku ciśnienie podniosło się do około 38 mm Hg. Okulista aby się upewnić czy to nie przypadek wyznaczył termin chyba na następny dzień. Ciśnienie było nawet trochę wyższe, a dodatkowo w tej samej przychodni dokonywano trabekuloplastyki (poszerzenie odpływu cieczy z oka). Trzykrotne wizyty były w krótkim po sobie następującym czasie na których okulista próbował powiększyć laserem otwór aby poprawić odpływ cieczy i zmniejszyć ciśnienie w oku lecz bez skutku. Chyba soczewka była za gruba, co jest bardzo rzadkim przypadkiem. Ze względu, że mogła mi grozić ślepota lewego oka konieczny był zabieg chirurgiczny. Tu muszę nadmienić, że krótko wcześniej ruszyło rządowe dofinansowanie do szpitali na różne zabiegi (dzięki czemu były na to pieniądze) co nie zmieniało faktu, że na jakiekolwiek wizyty u specjalisty to miesiące czekania a nawet dłużej. Nie wiem jak (okulista który dał skierowanie był bardzo zdziwiony, że tak szybko wtedy nie zwróciłem na to uwagi) lecz znalazłem szpital w Katowicach gdzie w lipcu miał być już wykonany zabieg. Aby zabieg mógł być zrobiony musiałem zrobić EKG i tu wróciła sprawa mego bólu z kwietnia. Anestezjolog powiedziała, że muszę skontaktować się z kardiologiem ponieważ jest podejrzenie uszkodzenie serca tzw. bloku lewej odnogi pęczka Hisa, ale że mam tylko znieczulenie miejscowe to zabieg można wykonać i tak oko zostało uratowane. Teraz musiałem poszukać kardiologa – to był lipiec a terminy listopadowe lub w nowym roku. Jakimś cudem znalazłem termin na początek września w Zabrzu. Tu decyzje pani kardiolog wzajemnie były sprzeczne (o tym nie miałem pojęcia). Zdiagnozowała ciężkie uszkodzenie serca, frakcja wyrzutowa serca wynosiła 38% lecz na pytanie czy mogę aktywnie uprawiać sport jak np. bieganie nie widziała przeciwwskazań „tylko rozsądnie”. Wypisała skierowanie z adnotacją „PILNE” z sugestią abym udał się do kliniki do Zabrza gdzie pracowała żeby wszczepiono mi zwykły rozrusznik serca (tzn. z dwiema elektrodami do serca i tylko w razie arytmii co w sumie było bez sensu bo wydolność by spadała). Wcześniej musiałem zrobić zabieg koronografii aby sprawdzić drożność i stan żył. I tu znowu schody bo najbliższy termin za około pół roku jakoś koniec marca a później za około 3 tygodnie ewentualne wszczepienie rozrusznika, czyli połowa lub koniec kwietnia. Była możliwość skrócenia terminu lecz p. lekarz „nie widziała takiej potrzeby”. Tu Maryja czuwała i działała przez inne osoby – syn dowiedział się, że w Dąbrowie Górniczej są krótsze terminy ale musiałem wycofać skierowanie z Zabrza i było ryzyko utraty kolejki. Jak się później okazało było warto, bo wizytę miałem chyba na początku listopada. Tu lekarz po wynikach stwierdził że „mam ciężkie uszkodzenie serca i jestem za młody żeby umierać” i muszę ograniczyć jakikolwiek wysiłek. Wydolność kształtowa się na poziomie 33-35% niby nie dużo, ale kilka procent mniej po około 2 miesiącach, można przyjąć że niewydolność się pogłębiała. Tu już decyzje były szybkie. Zaraz na początku grudnia miałem koronarografię i jak określił lekarz – żyły były czyste jak u nastolatka, tak że 20 grudnia wszczepiono mi stymulator resynchronizujący CRT-D z trzema elektrodami po to aby dawały stały impuls tak aby serce biło w tandemie czyli normalnie bo do tej pory jak to określano trzepotało się ponieważ lewa komora serca nie pracowała co mogło być wywołane jakimś nie określonym stanem zapalnym którego atak miałem w kwietniu. O zawale nie było mowy.

Zaraz po zabiegu dziękując Niepokalanej podzieliłem się też radością z żoną i dziećmi „dostałem drugie życie!”. Jako zakończenie dodam, że z żoną już wcześniej nie rozstawaliśmy się z różańcem najczęściej polecając na Nowennie Pompejańskiej różne intencje o nasze zbytnio się nie troszcząc. Prosząc o łaski przy każdej dziesiątce powtarzaliśmy „bądź wola Twoja” i nieustanne powtarzanie „Matko Boża, módl się za nami grzesznymi teraz…”, to „teraz” było uproszoną łaską chwili, w której potrzebowałem pomocy a którą otrzymałem, bo mówiąc szczerze nie wiem czy doczekałbym wiosny. Za te drugie życie Niepokalana Matko z całego serca Ci dziękuję wraz z całą rodziną, która Twego dobra nieustannie doświadcza.

Janusz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Copy link
Powered by Social Snap